Audioteka Historii Mówionej. Jak mieszkanki parafii Racławiczki kopały okopy dla żołnierzy Armii Czerwonej

„Prężyńskie okopy” to tytuł artykułu mojego autorstwa, jaki w marcu 2015 roku ukazał się na łamach „Tygodnika Prudnickiego” – nr 11 (1236) z 11.03.2015 r., s. 9-10. Przedstawiłem w nim jeden z wątków historii parafii Racławiczki, który związany jest z marcem 1945 r. i wejściem wojsk Armii Czerwonej na jej teren (18 marca).

Niedługi po tym, jak Sowieci się tu „zadomowili”, wojsko zaczęło się okopywać w okolicznych miejscowościach – głównie w okolicach Białej, ale nie tylko . Do prac przy kopaniu okopów zaciągnięto miejscowych cywili: głównie kilkunasto- i dwudziestolenie dziewczyny, ale też mężczyzn oraz młodzieńców.

Większość z nich pracowała w Prężynie i tamtejszej okolicy. Niektóre z tych okopów, zachowały się po dzień dzisiejszy. Głównie te, które nie biegły bezpośrednio na płaskich terenach rolnych, ale na wzniesieniach i pagórkach.

Ciōmrowy Poly

Jedno z takich miejsc zlokalizowane jest po zachodniej stronie wioski, w niedalekiej odległości od tamtejszych zabudowań. Jest to niewielki pagórek wznoszący się na wysokość około 250 m n.p.m., który w lokalnym nazewnictwie określany jest mianem „Ciōmrowy Poly” – tj. pole należące do rodziny Cziomer. To między innymi tam do dziś zachowały rowy okopowe oraz niektóre stanowiska strzelnicze.

Drugie z istniejących okopów mieszczą się tuż przy granicy administracyjnej Prężyny ze Śmiczem, na wysokości około 230 m n.p.m. Miejsce to oddalone jest od pierwszego o nieco ponad kilometr na północny wschód. Tamtejsze rowy zachowane są jednak w znacznie gorszym stanie.

Relacje nieżyjących już świadków

Do kopania opisanych wyżej rowów zaciągnięci zostali m.in. mieszkańcy parafii Racławiczki. Temat ten był przeze mnie poruszany przy okazji spotkań z rozmówcami. Jeszcze przed dekadą – wbrew pozorom – żyła dosyć liczna grupa ponad osiemdziesięcioletnich wtedy kobiet, które w marcu i/lub kwietniu 1945 roku, jako kilkunastoletnie dziewczyny zaciągnięte zostały do Prężyny. Tam pod okiem sowieckich żołnierzy, pracowały fizycznie przy kopaniu tych okopów.

Osoby, które podzieliły się swoimi wspomnieniami z tamtego okresu, wykonywane czynności określały mianem „szancowania” (lub „szansowania”) – w sensie, iż osoba taka była w Prężynie „szancować” okopy. Określenie to pochodzi z języka niemieckiego, od słowa „Schanze” oznaczającego szaniec lub okop. Niektórzy informatorzy używali jeszcze sformułowanie „szachten”.


Audioteka Historii Mówionej

A teraz zapraszam do wysłuchania relacji czterech kobiet, które opowiadały mi o tamtych wydarzeniach. Każde nagranie audio poprzedzone jest krótkim wstępem tekstowym oraz fragmentem cytatu z rozmowy.

Uwagi do zastosowanej pisowni. Zamieszczone poniżej cytaty z rozmów, to jeden z kolejnych moich wpisów, w których charakterystyczną dla hĕczyniĕ wymowę „eu” oraz „yu” zapisałem za pomocą liter, które nie występuję w alfabecie języka śląskiego:

  • „ĕ” – wymowa pochylonego „a” w formie dwugłoski „eu”,
  • „y̆” – wymowa m.in. polskiego „ą” w formie „yu”:

Maria Spałek z domu Okoń

(ur. 1929, zm. 2010, pochodziła ze Smolarni i całe życie mieszkała w tej miejscowści).

Do Prężyny trafiła w wieku niespełna 16 lat. W jej przypadku można powiedzieć, iż niewiele brakowało, a uniknęłaby konieczności pracy przy okopach.

Jak sama wspominała:

A mje ani nie chcieli wejś, bo jĕ była takĕ chudĕ. To tyn Rus, jak mje widzieł, to padeł iżech je za małĕ [płacz rozmówczyni]. Ale nasza sōmsiadka – to jeja cera musiała iś. I to szła powiedzieć, iże jĕ sã tyż je z tyjch co umiã iś. To potyn pō mje zajś tyż prziśli.

Tym sposobem Maria trafiła do Prężyny, z której do domu wróciła około 9 maja, razem z o rok starszą koleżanką Heleną Kasperek.

Waleska Szlotawa z domu Riedel

(ur. 1927, zm. 2023, pochodziła z Racławiczek i całe życie mieszkała w tej miejscowści).

Do Prężyny trafiła w wieku niespełna 18 lat, nieco później niż jej rówieśniczki z tej samej miejscowości. Jak sama wspominała: Sowieci co jakiś czas pojawiali się w wiosce, aby zabrać dla znajdujących się w Prężynie dziewczyn paczki z jedzeniem, które szykowane były przez rodziny osób, które pracowały przy okopach. Podczas jednego z takich przyjazdów, Sowieci zabrali ją do Prężyny. Ona sama w swojej relacji twierdzi, iż żołnierze ci mieli ze sobą jakąś – bliżej nieokreśloną i wykonaną prawdopodobnie przez miejscowego sołtysa – listę osób, które są zdolne pójść do Prężyny, aby tam pracować przy kopaniu okopów.

Waleska pierwszego dnia trafiła do budynku miejscowej szkoły podstawowej. Niedługo po tym przyszła do niej znajoma kobieta z Dziedzic o imieniu Martha, która zabrała ją ze szkoły i przyprowadziła do prywatnego domu, gdzie przebywały inne dziewczyny z Dziedzic i Racławiczek, z tak zwanego „Zĕpōciĕ”. To jest zabudowań przyległych do obecnej ul. Granicznej, która jest granicą administracyjną tych dwóch miejscowości.

Waleska do domu wróciła po oficjalnym zakończeniu wojny. Jak sama wspomina:

[…] Patrzymy bez ôkno, co tã tak lĕtali. I tu rzy̆ndzy̆: wiycie co? Kōniec wojny, Hitler przegreł wojnã. […] I terazki już szancować my nie jśli. […] Potyj prziszeł Bescheid [pl. decyzja]… Wszystko du dōm, bo je kōniec wojny.

Relacja Waleski Szlotawa (20 marca 2014 r.).

Helena Lubczyk z domu Bensch

(ur. 1925, zm. 2021, pochodziła ze Smolarni, w ostatnich latach życia mieszkała w różnych ośrodkach DPS: Opole, Koperniki i Grabina).

Do Prężyny trafiła na początku kwietnia, w wieku 20 lat. Dziewczyna uczestniczyła – można powiedzieć – w wyborze osób, które były w stanie pójść do Prężyny. Jak sama wspominała:

A to jĕ nĕlepszi wszyskich zny̆, bo jĕ była u szołtyjsa. […] Tak sie wymĕwiały, co żĕdnĕ nie chciały z tymi Rusōma iś. I tyn jedyn Rus mie projsiył – bardzo dobryj czowiek to był – i to my tak po tyj Smolarni przejśli, potyn my śli na Serwitut. Potyj przijechały ôny wozy, kōniy i nĕs wejśli, na wozach nĕs wejźli.

Helena do domu wróciła po zakończeniu wojny. Jednak – jak sama podkreślała – kiedy dziewczyny otrzymały informację o oficjalnym końcu działań wojennych, nie czekały na zezwolenie na powrót do domu. Zebrały się w niewielką grupę i jak najszybciej uciekły z Prężyny.

Relacja Heleny Lubczyk (29 września 2013 r.).

Anna Biskup z domu Kamrad

(ur. 1928, zm. 2023, pochodziła z Racławiczek, w ostatnich latach życia mieszkała w Strzeleczkach).

Do Prężyny trafiła na przełomie marca i kwietnia w wieku 17 lat. Po kilku dniach razem z pięcioma innymi dziewczynami uciekła do domu. Jednak po upływie tygodnia, kiedy Sowieci przyjechali do Racławiczek po żywność, ona razem z jedną ze swoich koleżanek, musiała ponownie wrócić do Prężyny.

Anna, podobnie jak inne osoby, wspomina o cotygodniowych dostawach jedzenia dla dziewczyn:

To każdyj tyjdziyń przijechali. Tyn Rus a jeszcze jedna dziĕcha. To dōma pozbiyrali, każdyj swojã paczkã, to muter posłali. Chlyb, masło – a co wiãcyj? Jak nic nie było po wojnie, sklepōw nie było. To jeszcze miałach oumã dobry̆, na Serwitucie miyszkała. To ta ouma jeszcze krōwkã miała i trochã pola. I to ta ny̆ chlyb piekła. Tyn chlyb to sucho, wody̆ zapić i to było.

Anna po jakimś czasie – razem z grupą innych dziewczyn – skierowana została do kopania okopów w Olbrachcicach. W tym czasie dziewczyny nadal nocowały w Prężynie, a do Olbrachcic chodziły codziennie pieszo. Zaś do domu wróciła dopiero po oficjalnym zakończeniu wojny.

Relacja Anny Biskup (30 lipca 2014 r.).

Anna Apostel z domu Lubczyk

(ur. 1929, zm. 2014, pochodziła ze Smolarni i w miejscowości tej mieszkała całe życie).

Do Prężyny trafiła w wieku niespełna 16 lat. Po kilkutygodniowym pobycie, uciekła stamtąd razem z grupką innych dziewczyn. Powodem ucieczki były krążące wieści o tym, iż Sowieci zamierzają wywieźć je na wschód:

My se beły, że nĕs do Rusyjy wywiezy̆ bo już Waffenstillstand [niem. zawieszenie broni] był. Pamiãnty̆, taki fajnyj, słōnecznyj dziyń był, a Rusōw tã było pełno w tyj Prãżynie. A jyno nĕs nie puszczali, a już kōniec wojny był. A jak se pyjtały czymu nĕs nie puszczył, to padali iż do Rusyjy nĕs wezny̆.

Jednak dziewczyny w pewnym momencie postanowiły stamtąd uciec. Kiedy oddaliły się nieco od domu, w którym przebywały, zauważył je jeden z żołnierzy i zapytał się gdzie one idą? Jedna z nich odpowiedziała, że do znajomej kobiety [pochodzącej ze Smolarni Mathildy Hoinko – uzup.] po chleb. Na co żołnierz wyraził zgodę. Tak oto, zamiast po chleb, wszystkie z nich uciekły i szczęśliwie wróciły do swoich domów w Smolarni.

Relacja Anny Apostel (15 maja 2013 r.).

Jedna ofiara śmiertelna

Próba ucieczki nie zawsze kończyła się sukcesem. W Prężynie przebywał m.in. Johann Chowanietz (1886-1945) – niespełna 60-letni mieszkaniec Ścigowa. Razem z nim do Prężyny zaciągnięty został również 15-letni Roman Wybranietz (1930-1997). Pewnego dnia obaj podjęli próbę ucieczki, która dla jednego z nich zakończyła się niepowodzeniem.

Johann i Roman zostali schwytani przez sowieckich żołnierzy i przez nich pobici. Wskutek doznanych ran, starszy z nich – Johann – zmarł. Potwierdzeniem tego jest m.in. adnotacja w księdze pogrzebów parafii Racławiczki, a także relacje mieszkańców, w tym potomka rodziny Chowanietz. Co ciekawe potomek ten relacjonował, że Johann i Roman nie chcieli z Prężyny uciec, lecz wrócić tylko na jeden dzień do Ścigowa, aby zaopatrzyć się w coś do jedzenia. Zamiar ten sowieckim żołnierzom miała zdradzić jakaś kobieta, który z nimi „trzymała”. W ten sposób obydwoje zostali schwytani.

Kolejną nieścisłością w tej sprawie jest to, że Johann – jak podaje adnotacja w księdze pogrzebów – zmarł 14 maja (17 maja został pochowany na cmentarzu w Racławiczkach). Z relacji jakie tu opublikowano wiemy, że wszystkie osoby zaciągnięte do kopania okopów wróciły stamtąd najpóźniej w okolicach 8-9 maja – od razu po zakończeniu II wojny światowej w Europie.

Wycinek z księgi pogrzebów parafii Racławiczki z informacją o śmierci i pogrzebie mieszkańca Ścigowa, który zmarł w Prężynie.
Fragment księgi pogrzebów z informacją o śmierci i pogrzebie mieszkańca Ścigowa, który zmarł w Prężynie.

Ale takie są właśnie uroki historii mówionej. Historii, która choć nie działa się tak dawno, to przez upływ czasu zaciera się niczym mgła. I często to samo wydarzenie potrafi być różnie opowiadane przez mieszkańców – zarówno wioski jak i członków rodziny.

Z drugiej zaś strony, gdyby nie historia mówiona, to jako potomkowie świadków i uczetników tamtych wydarzeń, nie mielibyśmy pojęcia o opisanych tu wydarzeniach.

Grupowe zdjęcie szkolne dziewcząt stojących w kilku rzędach przed budynkiem z oknami, ubrane w stroje z epoki z warkoczami i poważnymi lub lekkimi uśmiechami na twarzach.
Fragment zdjęcia szkolnego z 1936 r., na którym znajdują się m.in. urodzone w latach 1922-1925 dziewczyny ze Smolarni. Część z nich w 1945 r. została zaciągnięta do kopania okopów.
Gĕdka - dwugłoska "eu" w dialekcie głogóweckim
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.